Z okazji Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego, pochylamy się nad tematyką różnorodności kulturowej i języków rodzimych. Tożsamość regionalna to nie tylko tradycyjne stroje czy potrawy, ale przede wszystkim żywe słowo. O tym, jak z piwnicy domu parafialnego i pasji młodych ludzi narodziła się najchętniej słuchana stacja lokalna na Pomorzu oraz dlaczego szkoła to za mało, by uratować język, rozmawiamy z założycielem Radia Kaszëbë – Arturem Jabłońskim.
Radio Kaszëbë nadaje już ponad 20 lat. Skąd w ogóle wziął się pomysł na taką inicjatywę i jak wyglądały Wasze początki?
Początki Radia Kaszëbë były rezultatem splotu sprzyjających uwarunkowań społeczno-politycznych oraz oddolnej mobilizacji członków Stowarzyszenia Ziemia Pucka (obecnie Perspektiva Kaszsbk). Moja osobista przygoda z mediami zaczęła się w 1990 roku, gdy mniejszości zyskały dostęp do mediów publicznych. Marzenie o własnym radiu zrodziło się w 1993 roku, ale wtedy lokalni włodarze nie uwierzyli w pomysł dwóch młodych ludzi. Dopiero lata później, gdy byłem starostą puckim, udało się znaleźć i zarezerwować 4 częstotliwości dla przyszłej kaszubskiej rozgłośni.
W 2004 roku, dokładnie w walentynki, spotkaliśmy się w piwnicy domu parafialnego we Władysławowie, którą użyczył nam ksiądz proboszcz, żeby własnoręcznie przygotować siedzibę. Pierwszy sprzęt – konsolety i mikrofony – kupiłem za moją „trzynastkę”, którą otrzymałem pracując jako starosta. To był projekt czysto społeczny, własna praca i własne pieniądze.
Budowa radia od zera na takim terenie musiała być wyzwaniem technicznym.
Olbrzymim. Na Kaszubach nie ma wysokich kominów czy wież, jak na Śląsku. Pierwszy nadajnik musieliśmy zamontować na wieży kościelnej we Władysławowie. Natomiast samego “radia” uczyliśmy się od Ślązaków z Radia Piekary. Początkowo marzyło nam się radio w stylu „Przystanku Alaska”, gdzie prezenter rano opowiada o pogodzie i o tym, gdzie tanio kupić pietruszkę. Szybko jednak zrozumieliśmy, że radio potrzebuje pieniędzy i musimy się sprofesjonalizować. Pomógł nam wielki biznes – dzięki współpracy z kompanią piwowarską wyszliśmy do ludzi, organizując przez trzy kolejne lata 20 eventów rocznie w terenie. Dziś słucha nas średnio 180 tysięcy osób dziennie.
W jaki sposób język kaszubski jest obecny w radiu i jak ta obecność zmieniała się na przestrzeni lat?
Na początku istnienia Radia Kaszëbë założono, że stacja będzie dwujęzyczna, odzwierciedlając charakter samej społeczności. Język kaszubski nie był zamykany w osobnych, krótkich audycjach, lecz stanowił integralną część bloków programowych – poranków czy popołudni – prowadzonych w zależności od tego, jakim językiem posługiwał się dany prezenter. W tamtym okresie zdarzało się, że osoby słuchające mogły obcować wyłącznie z kaszubszczyzną przez cztery godziny z rzędu. Początkowo planowano zachowanie proporcji pół na pół w stosunku do języka polskiego.
Z biegiem lat proporcje te uległy jednak wyraźnej zmianie. Obecnie język kaszubski stanowi około 25–30% czasu antenowego. Zmiana ta nie jest rezultatem komercjalizacji stacji ani świadomego odchodzenia od misji kulturowej, lecz odzwierciedla przemiany zachodzącej w samej społeczności. Maleje odsetek osób posługujących się kaszubskim jako językiem codziennej, spontanicznej komunikacji, co bezpośrednio przekłada się na dostępność kompetentnych osób używających języka w roli prezenterów, dziennikarzy, dziennikarek i osób tworzących treści radiowe.
Doprecyzujmy jeszcze – czy język kaszubski to język, czy może gwara?
Zdecydowanie jest to język! Potwierdza to ustawa o mniejszościach narodowych i etnicznych. Zgodnie z tym dokumentem kaszubski jest jedynym w Polsce językiem regionalnym. Oznacza to, że ma on specjalny status prawny, którego nie posiada obecnie na przykład język śląski.
Niestety w powszechnej opinii, a nawet na studiach polonistycznych, wciąż język kaszubski nazywa się dialektem (lokalnym wariantem języka) lub regionalną odmianą polszczyzny.
Jak obecnie wygląda kondycja języka w codziennym życiu?
Niestety język kaszubski jest w regresie. Badania pokazują ogromną przepaść między deklarowaną znajomością a faktycznym posługiwaniem się nim – na ulicy, w kaszubskich halach targowych czy w autobusach niemal się go już nie słyszy. Znajomość języka wśród młodego pokolenia jest na poziomie zaledwie 13-15%. Choć od 20 lat kaszubski jest nauczany w szkołach, to niemal całkowicie zniknął on z domów.
To uderzające. Dlaczego przekaz pokoleniowy w rodzinach został przerwany?
To efekt traumy szkolnej pokolenia dzisiejszych 70-latków. W latach 60. polski system edukacji brutalnie eliminował wszelką różnorodność. Dzieci mówiące po kaszubsku były bite linijkami, upokarzane i stawiane na środku klasy jako „osły”. Kobiety z tego pokolenia, zakładając rodziny w latach 70., przestały mówić do dzieci po kaszubsku, bo nie chciały, by spotkało je to samo.
Skoro w domach panuje cisza, to czy szkoła nie jest w stanie uratować sytuacji?
Sama szkoła nie jest antidotum. Jeśli uczeń czy uczennica poza lekcją nie ma z kim porozmawiać, to nauka staje się teoretyczna. Dodatkowo wiele gmin traktuje nauczanie kaszubskiego instrumentalnie ze względu na wyższe subwencje, które zamiast na edukację językową, idą na remonty dachów czy boisk.
Przejdźmy do samej struktury języka. Jak on ewoluuje? Często słyszy się o dużych wpływach niemieckich.
Kaszubski zawsze ewoluował. Germanizmów nie ma w nim więcej niż w polszczyźnie, choć są specyficzne dla XIX-wiecznych procesów cywilizacyjnych. Mamy też wpływy skandynawskie u rybaków, ale fundament pozostaje słowiański. Dziś problemem jest „kaszpol”, czyli mieszanie kaszubskiego z polszczyzną w sposób spontaniczny. Rada Języka Kaszubskiego stara się dbać o standard literacki, ale ważne jest, by nie popadać w nadmierny puryzm, który zniechęca osób młodych.
Gdzie w takim razie widzi Pan nadzieję na przetrwanie języka?
Obecnie obserwujemy niezwykły aktywizm grup młodych ludzi, na przykład z Klubu Studenckiego „Pomorania”, którzy świadomie wybierają kaszubski jako swój język komunikacji, mimo że często nie mieli go w szkole ani w domu. To oni budują nową jakość języka w internecie, na grupach dyskusyjnych i w mediach społecznościowych. Aby wspierać tę różnorodność, musimy działać wielotorowo – język musi wrócić do domów i rodzinnych rozmów, ale musi być też obecny w nowoczesnych formatach, takich jak podcasty, streaming czy materiały wideo. Niezbędne jest także „uczenie” kaszubskiego sztucznej inteligencji, by tworzyć narzędzia na miarę dzisiejszych czasów. Kluczowe jest również odejście od surowego puryzmu językowego – ciągłe poprawianie błędów osób początkujących tylko ich zniechęca, znacznie ważniejsze jest, by język był żywy i używany, nawet jeśli nie jest idealny. Tylko przez taką akceptację i nowoczesność możemy sprawić, że różnorodność Kaszub nie stanie się jedynie eksponatem w muzeum, ale realną częścią naszej wspólnej przyszłości.
Jak firmy i biznes mogą się włączyć w utrzymanie języka kaszubskiego?
W uczynienie języka kaszubskiego zdolnym do trwania i rozwoju firmy i biznes w ogóle mogą odgrywać istotną rolę. To się w jakimś stopniu dzieje, ale zachęcałbym do jeszcze większej aktywności. W Radiu Kaszëbë wybrzmiewają reklamy firm w języku kaszubskim, w kilku centrach handlowych i budowlanych stoją “witacze” po kaszubsku, a w jednej z sieciowych restauracji są dwujęzyczne informacje o godzinach otwarcia. Osoby ze znajomością języka kaszubskiego bywają coraz częściej poszukiwane w recepcjach hoteli czy sezonowych restauracjach w miejscach turystycznych. Jednym z podstawowych zadań, jakie stoją przed aktywistami i aktywistkami języka kaszubskiego, jest uczynić nasz język jak najbardziej widocznym i słyszalnym w przestrzeni publicznej. To jest właśnie obszar, w którym aktywność firm jest ze wszech miar wskazana.
Bardzo dziękuję za tę niezwykle ciekawą rozmowę.
Historia Radia Kaszëbë pokazuje, że walka o język regionalny to maraton, który wymaga nie tylko pasji, ale i zrozumienia mechanizmów rynkowych oraz nowoczesnych technologii. Choć traumy przeszłości wciąż rzucają cień na domowe rozmowy Kaszubów, nowe pokolenie udowadnia, że język rodzimy może być nowoczesny, atrakcyjny i obecny w każdym cyfrowym formacie. Wspieranie tej różnorodności to obowiązek nie tylko samych Kaszubów, ale całego społeczeństwa, dla którego każdy taki głos jest bezcennym dziedzictwem.